au pair, travel

Au Pair – czas podsumowań

Moja przygoda jako au pair zaczęła się w maju 2011 roku, a skończyła w maju 2015.  Pięć wyjazdów, dziesiątki lotów samolotem, niezliczone uśmiechy, ale także i łzy. Łzy spowodowane radością, rozstaniami, a najbardziej tęsknotą, która przeszywała serce.

Jak dziś pamiętam każdy pierwszy dzień w nowej rodzinie i ten ostatni. Czasem towarzyszył mu smutek, że już czas wracać do Polski, a czasem odwrotnie – nieokiełznana radość, że to już koniec, jestem wolna.

Wyjazd jako au pair wiele mnie nauczył, ale także wiele mi dał, szczególnie wspomnień. Pierwszy raz wyjechałam jako 19-latka. Nastolatka nic nie wiedząca o życiu, i nie wiedząca czego od niego chce. Do Polski na stałe wróciłam jako 23-latka, z ogromnym bagażem doświadczeń. Moje życiowe priorytety wywróciły się do góry nogami. Doceniłam to, czego nauczyłam się w rodzinnym domu.

Jak jest naprawdę z byciem au pair? Bez kłamstw, bez mydlenia oczu. Ogromna szansa, miliony wspomnień tych dobrych jak niestety i tych złych. I szczerze powiem, do tej pory do mnie nie dochodzi, że kiedyś byłam tak odważna, aby wyjechać sama do nieznanego kraju, do ludzi, których poznałam przez internet.

Kim dla mnie jest au pair?

Osobą, która wyjeżdża do kraju, aby poznać jego kulturę, język. Kimś, kto jest świadomy tego jak wielka odpowiedzialność na niego spada, jeśli decyduje się na opiekę nad dziećmi. Jest to głównie młody człowiek, który wyjeżdża sam do obcego kraju, będąc pewnym, że w zamian swojego czasu spędzonego z dziećmi otrzyma szacunek, opiekę psychiczną i fizyczną.

A z tym różnie bywa. Szczególnie z szacunkiem ze strony host family.

Niestety, nawet godziny spędzone na skypie z rodziną, nie dadzą nam pewności, że będzie dla nas perfekcyjna. Dopiero po przyjeździe wszystko się okaże. Oczywiście nie mówię tu o różnicach charakterów, na które nie mamy wpływu, ale o stosunku rodziny do au pair i jej zadań. A uwierzcie mi, rodzinki nieźle potrafią mydlić oczy przez skypa czy telefon. Zapewne au pairki robią to samo.

W moim sercu głęboko utknęły dwa wyjazdy.

Mój pierwszy wyjazd jako au pair do Paryża. Co to była za radość! Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek będę miała szansę zwiedzić stolicę Francji. A tu nagle cud. Wyobrażacie sobie minę moich rodziców, kiedy powiedziałam im, że zamieszkam w Paryżu? Oczywiście, nie zgodzili się. Ale ja byłam uparta. Z ich zgodą, czy nie – pojechałabym. I ten kochany dzidziuś, który skradł mi serce.

 

Trzeci pobyt jako au pair. Pierwszy raz w obcojęzycznej rodzinie. Marzec 2013. Byłam już w Irlandii. Host family znalazłam na au pair world. Kilka rozmów telefonicznych z host mum, za parę dni byłam już w autobusie jadącym do Cork. Odebrała mnie, jak się później okazało najcudowniejsza host mum, każdej dziewczynie życzę takiej na swojej drodze. W samochodzie spały dziewczynki, w bagażniku siedział, ogromny, czarny pies, który później zawsze towarzyszył mi podczas snu. W domu palił się ogień w kominku, przywitała mnie niespełna 2-letnia dziewczynka o wyglądzie aniołka i jej tata, który trzymał w ręku gitarę. Nagle od losu dostałam trzy młodsze siostrzyczki. A tak zawsze marzyłam o siostrze… Po skończeniu szkoły wróciłam do nich. Dołączył do nas malutki chłopczyk. Rodzina ta na zawsze pozostanie w moim sercu i bardzo często wracam do nich myślami.  Zabawne, jak niektóre osoby potrafią zmienić bieg życia i zostawić tak głęboki ślad. To był czas przepełniony śmiechem i bezinteresowną miłością dzieci.

Z upływem czasu doceniam coraz bardziej decyzję tak młodej, zawziętej dziewczyny. Dzięki temu zyskałam masę pięknych wspomnień i teraz wiem, jak będę budować własną rodzinę i jakie wartości będę wpajać swoim dzieciom. A Peppa Pig już na zawsze będzie u mnie wywoływała uśmiech na twarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *